Kategorie: Wszystkie | wiersz
RSS
poniedziałek, 12 grudnia 2011
coś pilnego, chyba

jutro zaraz po pracy

pobiegnę do matki

wykrzyczę

że jej drzewo nie ma korzeni

tylko nie teraz

teraz nie mam czasu

 

w weekend zaraz przed wódką

pobiegnę do ojca

powiem mu

że zbudował dom bez fundamentów

ale nie tak od razu

teraz nie bardzo mogę

 

w mroźne niedziele

odlepiamy dzieci od chuśtawek

a one

oddychają ustami

nie wierzą w nic

co mówimy

10:48, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 marca 2011
* * *

 

pieść mnie

a będę Ci jak chory krzak jałowca

żebrzący, byś go ścięła

 

pieść mnie jeszcze

pozwolę wystrugać z siebie figurę

czerstwego górala o niecnych zamiarach

 

wypieść mnie do ostatniej kropli

a z suchej rozkoszy może pozwolę

byś spaliła mnie z kretesem

i popiołem posypała sobie włosy

 

rano wstaniesz do pracy

łóżko jęknie całe w wiórach

ty – cała w proszku

 

17:54, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 grudnia 2010
przygoda w dalekim kraju

choć, dziewczyno z twarogu

bój się, ale choć

chwyć moją dłoń czerstwą jak rogal

wchłoń zapach potu

 

a wtedy…

 

…wtedy ja pokażę ci cuda świata:

 

- latającą żabę

- tańczących derwiszy

- krew na świętym obrazie

- jak woda zmienia się w wino

- jak kamieniują niewierną żonę

 

na tym zakończy się pokaz

 

ty odurzona

będziesz błagać o więcej

ja powiem „nie”, ty zakochasz się beznadziejnie

 

lecz przyjdzie pora wracać

i pryśnie czar

 

już na lotnisku pokażesz paszport i rozdzieli nas szyba

przez sieć Wi-Fi wrzucisz zdjęcie derwisza

i trzy słowa o latającej żabie

 

trzynaście znajomych skomentuje

trzydzieści kliknie „Lubię”

potem w trzystuosobowym airbusie

podadzą ci świeże pieczywo

cała znów z twarogu zamkniesz oczy

na trzy tysiące mil podróży

 

ale wtedy…

...wtedy jak igła znienacka

ukłuje cię zapach potu

oślini latająca żaba

owieje tańczący derwisz

zaleje krew świętego obrazu

woda w plastikowym kubku zmieni się w wino

ktoś rzuci pierwszy kamień

13:11, podstawko , wiersz
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 grudnia 2010
zemsta niespełnionego muzyka

niekarmione

pudło

rezonansowe

schudło

 

głodne

 

wreszcie przynętą z nuty

zwabiło byle gryzonia

połknęło mokrą kwintą

 

do pustki

 

a ten...

 

...ten od dziś co dzień

dzień w dzień

i po dziś dzień

 

zerka przez kraty strun

drapie pacierz

 

„o wszystko co złe

dla tej nuty oszustki”

 

10:36, podstawko , wiersz
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 listopada 2010
Babcie do orzechów.

babcie do orzechów - 
mamy, moje mamy 
bardzo się boję 
tych narzędzi 
chciałbym też 
- błagam was moje mamy - - - ... 
chcia- 
łbym t- 
eż zobacz- 
yć Sło- 
ńce

10:29, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 listopada 2010
Szepcz.

Ściel.

Zaściel mnie liści sierścią

jak treść

wstydliwego listu.

 

I pieść.

Pieść mnie pod kołdrą z szeleści

na jesień, byśmy nadzy

syczeli z rozkoszy o litość.

 

I nie puść.

Nie wypuść mnie z liści pościeli --

-- w ten świat rozkrzyczany!

lecz szepcz.

Szepcz opowieści.

 

09:27, podstawko , wiersz
Link Komentarze (4) »
wtorek, 02 listopada 2010
Jak zwykle po lecie

Jak zwykle po lecie

kwiecie śmiecia leci

z drzew.

- Cieciu zmieć!

Idzie jesień.

 

Przytwierdzone do roweru

dziecko sczerwieniałe czeka

aż stalaktyt z nosa

 

(po podróży przez październik

owinięty waciakami

i na to pomarańcza kamizelki,

i na to dym z gniecionego papierocha,

i na to daj skostniały dzwonek niecierpliwy tramwajarzu!)

 

aż osiągnie brodę.

 

Jak zwykle po lecie

kwiecie śmiecia leci

z drzew.

- Cieciu zmieć!

Idzie jesień.

11:08, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 marca 2010
wybawiciel ludzkości

 

na tym mrozie

wypowiadam do ciebie słowo

granatowe i słodko-słone

ale ono nie dociera

gdzieś po drodze

ścina się

 

spada

 

termometr napina słupek rtęci

coś wisi w powietrzu

 

groźnie

 

noc jęczy z zimna

wypacza się

w końcu

pęka

 

pod energooszczędną lampą

dziecko przegryza szklankę

świat kruszy się

na trójkąty

i już - -

 

- - już

 

- - już byłoby po nas

gdy wtem

ulicą przebiegł zając

 

wielki

 

ciepły

 

puszysty

 

swojsko śmierdzący życiem

przebiegł jak szalony

najwyraźniej zabłądził

ale i tak

 

rozpruł mróz na pół

stopił kość ciszy

sam zaskoczony

w podskokach

 

zbiegł

 

15:17, podstawko , wiersz
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 lutego 2010
cztery pory roku

 

Zesztylecieli z zimna szukamy struny słońca

I oto z prześcieradła lodu

Wyodtula się pierwsza kra

Wstępna i jeszcze niepewna

Z przyzwyczajenia Nieprzystępna

 

I Oto nie wiem kiedy Ty

Rozodwiązujesz swoją korę

I zaraszasz mnie tam

Z moim kwiatem

 

W Twoich cieplejszych już

Dłoniach przebiśnieg zbiera się w sobie

i wzwiedziony nadzieją

rozchyla płatki

one spadają

 

A przebiwszy nie jest już przebiśniegiem

Wyrósł na brzozę

Którą otulasz mlaskiem majowej mgły

 

I nie jestem już w sobie tylko poza

A ty nie jesteś przy mnie tylko wokół

 

I dalej brniemy w ten rok

Bo sekundy są tylko przed nami i każda nagli i żadnej za nami

Wyrosłaś już na prawdziwą sierpniową chmurę

A ja na dojrzały dąb

Ja niebieszczę cię gałęziami od dołu

Ty zrzucasz na mnie ulewny dreszcz

 

Aż wreszcie

Zdrapany błysk ławicami

Wypływam siebie w Ciebie

A minuta przyozdabia się w uścisk

I trwa

I upał nie chce puścić

 

Uparty w końcu pęka z brzaskiem

Ty spływasz wzajem na mnie

Znów jestem tylko brzozą

W ten mokradły listopad wsłuchuję Twój cichy szum

Ty - oddychasz teraz równo

Czekasz

Na pierwsze płatki śniegu

 

07:23, podstawko , wiersz
Link Komentarze (1) »
środa, 13 stycznia 2010
usta w usta

 

zasuwamy słowami

usta na spust

by potem ze stu ust jedno słowo

 

pierwsze, wieczne, puste

 

usunęło ciszę

 

dalej wszystko jasne –

– ustami w usta mówimy osty

i ustawiamy tak usta

żeby nadać słowu grymas

 

kto do dyskursu dorósł

temu z ust

chrust słów wyrasta

 

narasta i tłusty robi się

 

aż…!

 

naciskamy spust

na oślep!

z dymem z ust

ocieramy z warg

śmierdzące łuski słów

 

a

 

wieczorem

kiedy ostatni pusty

autobus zamyka usta

 

chusta szeptu spływa na

usta

i krzycząc niewysławiamy

imiona naszych słów

 

12:26, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 stycznia 2010
* * *

 

na podłodze słońce narysowało okno

pyłki kurzu świecą w promieniu

dochodzi południe

lecz im bliżej jest, tym wolniej płynie czas

 

dziecko dotknęło językiem brzegu stołu

jest cicho

- ciszej nawet teraz

 



 

 

10:24, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 stycznia 2010
człowieka-pająka przygoda niefortunna

nie ma lepszej rozrywki niż oglądać człowieka-pająka

 

tym razem włazi na Pałac Kultury

jak zwykle nielegalnie

tym fajniej

 

na dole mrówki-gapie, mrówki-policjanci

mrówki handlarze spirytusem, mrówki zbiednieli cinkciarze

oraz mrówki jako takie

 

na górze on

 

ale jeszcze trochę bo dopiero dwudzieste piętro

sprzątaczka przylepiła nos do szyby

młode pracownice firmy kolportażowej

piszczą

 

bo do nich

mrugnął

 

tymczasem stało się coś nieoczekiwanego

i człowiek-pająk ma kłopot

 

a przecież zazwyczaj przewiduje

wszystko

 

otóż wróbel się na niego uwziął

i to nie jeden

ale wróbel jako rzeczownik zbiorowy

 

wróbel ten nadleciał i obsiadł

i to był właśnie kłopot

bo jeszcze jakby narobił to zdarza

 

się

 

a z daleka i tak nie widać

 

ale ten konkretny wróbel

– zawistne jakieś polskie plemię –

nadleciał i obsiadł

i to obsiadł szczelnie

 

uczepił się rękawów i nogawek

i korpusu i pośladków

i wczepił we włosy

i uchwycił skóry twarzy

 

nieustannie trzepocząc

 

i człowiek-pająk stracił pewność

siebie

 

zwykle niewzruszoną

zastanowił się nad wróblem

spytał wróbla: - Ale dlaczego?

i zwolnił stalowy uścisk

 

mrówki-gapie, mrówki-policjanci

mrówki w białych karetkach

mrówki z kamerami

oraz mrówki jako takie

nagle wszystkie wstrzymały oddech

 

bo oto spadać zaczął człowiek-pająk

w ciszy

 

nie licząc trzepotu

setki małych skrzydeł

09:45, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 grudnia 2009
dziecko w wieku przedszkolnym

 

dziecko w wieku przedszkolnym

rymsnęło plecami w śnieg

i

nabrawszy powietrza w płuca

do pełna!

pomalowało całość błękitnego nieba

w czerwoną kratkę

-- to mój ulubiony kolor!

 

 

nie kośmy wysokich traw

późną jesienią

— to taki apel zmęczonych stróżów

którzy zaspani

patrzą

a

lepkie od rosy, te bladożółte

gniją najpiękniejszym zapachem swojego życia

 

 

fioletowemu smokowi, który zapewnia:

— Remember, I love you!

nie brakuje ciepłego uroku

bo kiedy na dworze jęknął mróz

z wdziękiem

wyczerpał swoją baterię

wtedy my dotknęliśmy się czołami

 



 

14:24, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 grudnia 2009
obon

 

na kolacji u państwa Tanaka gościł pewien obcokrajowiec, mormoński misjonarz z Utah

jak wielu mormońskich misjonarzy, miał białą koszulę, czarny krawat i torbę przerzuconą przez ramię

akurat trwało święto Obon i przechodzący duch teściowej pani Tanaka zmierzwił jasne włosy młodziuchnego Amerykanina

 

misjonarz mówił o jednym bogu, a państwo Tanaka serdecznie się z tego śmiali

choć tylko w duchu, by nie urazić gościa

jaki jeden bóg, któż poszedłby za monopolistą i uzurpatorem

zresztą takie rozpasione bóstwo nie zmieściłoby się nawet w największym wulkanie

 

razem z państwem Tanaka chichotały bogi kami, które akurat siedziały na macie w rogu

budda z zażenowania zamknął drzwiczki od butsudanu

i nie wychylił stamtąd nosa do końca kolacji

 

misjonarz był różowy i miał długi nos

— jak słoń! — wypalił najmniejszy Tanaka-chan

mama zbeształa go i ukłonem przeprosiła gościa, ale mały nie dawał spokoju

 

„słoniu, słoniu, jaką ty masz dużą trąbę!

a cóż w tym dziwnego, przecież taką samą ma moja mama”

 

misjonarz był młody, ale umysł miał otwarty, więc tylko uśmiechnął się na tę piosenkę

i wspomniał mimochodem o przykazaniu miłości

na co państwo Tanaka znów spuścili oczy, żeby nie wybuchnąć śmiechem

kto słyszał przykazywać miłość, przecież to zwykła samosiejka

budzi się, zakwita, owocuje i gnije wciąż od nowa, jak cztery pory roku

 

wizyta misjonarza była bardzo udana,

dzieci otrzymały widokówki z wizerunkiem świątyni w Salt Lake City

pomyliły ją z pałacem księżniczki Walta Disneya

misjonarz najadł się do syta skwierczącym shabu-shabu

państwo Tanaka popili piwa korzennego, bez alkoholu ale prosto z Ameryki

 

kiedy gość wychodził, duch staruszki Tanaki tym razem pociągnął go za krawat

tak, że o mało się nie przewrócił

misjonarz szybko odzyskał równowagę,

a teściowa rzuciła jeszcze domownikom, że zajrzy tu na ceremonię latarni

i żeby jeszcze kiedyś zaprosili tego przemiłego chłopca z Ameryki




 

16:08, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 grudnia 2009
rozmowa przez szybę

zaczęłaś zbierać naklejki

masz już dwie strony

pokazujesz

ja patrzę

 

i nie widzę

 

ty –

nie patrzysz pod nogi

ja

– tak

 

ja –

nie słucham już słów

ty

– tak

 

stoisz za szybą

kiwasz

i coś

do mnie

 

mówisz

 

teraz słucham

ale

nie słyszę

 

?... płaczesz

!... zaczekaj

 

już nie wiem

 

czy to ty

jesteś w środku

czy ja

 




09:58, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 grudnia 2009
* * *

 

przedmioty, z którymi lubimy się dotykać

usną w kurzu i tęsknocie

 

w książce otworzonej po stu latach

pęknie struna

 

— goń mnie! — krzyknie dziecko z palcami w wosku

 

— gonię cię! — odpowiesz

ale nikt nie usłyszy

 




10:37, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 grudnia 2009
siwe ściegi

gdzieś

ktoś chrząknie

szum ucicha

 

siwe ściegi głów

szepczą skulone słowa

w dębowych bożych ławkach

sprószone dymem kadzidła

 

rozwiązawszy problemy

związane planując restrukturyzację

zacząwszy opiniotwórczym mediom

zależy urodzinach zamordował teściową

 

technicznie banalnie prosty tudzież

bez możliwości uziemienia

pola pod poduszką magnetyczną najdalszych

widzialnych mgławic

 

siwe ściegi głów

szepczą skulone słowa

w dębowych bożych ławkach

sprószone dymem kadzidła

 

szum ucicha

ktoś chrząknie

gdzieś

 




10:12, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 grudnia 2009
wyjście w góry

sześćdziesięcioletni Masao niósł swoją matkę na plecach

minął ostatnie zabudowania rodzinnej wsi

i droga zaczęła piąć się ostro pod górę

 

była jesień

tegoroczne bambusy zakrywały cieniem poobcinane kikuty starych

 

— Wiesz mamo, dlaczego niosę cię wysoko w górski las?

 

— Wiem synu. Idziesz pozostawić mnie w odludnym miejscu, żebym umarła. Nie mam już siły pomagać w domu i dwie miski ryżu lepiej dać chudym dzieciom niż mnie. Wynoszenie staruszek w las, żeby umarły, ma nawet swoją nazwę. Widocznie tak trzeba robić, kiedy jest bieda.

 

— Tak mamo. Idę pozostawić cię w odludnym miejscu, żebyś umarła. Nie masz już siły pomagać w domu i dwie miski ryżu wolę dać chudym dzieciom niż tobie. Ten zwyczaj ma nawet swoją nazwę, więc tak trzeba robić, kiedy jest bieda.

 

tam, gdzie było już bardzo stromo, a po drodze dawno nie było śladu

umęczony Masao pozostawił matkę na ziemi i pożegnał się

potem zaczął schodzić stromym zboczem

bez ciężaru szedł znacznie szybciej

 

popatrzył na brązowe, czerwone i żółte ściany drzew

 

— Ta pora jesieni jest tak piękna, bo ma swoją nazwę —

pomyślał i dostrzegł pierwsze zabudowania rodzinnej wsi




 

10:44, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 listopada 2009
wyspy

w moim mieście są wyspy

na nich siadają młode kobiety

i nie zauważają ich kierowcy taksówek

na wyspach śpiewa trawa

 

siedziałaś na jednej z nich

wdychałaś drażniące pasaże traw

i durowe akordy spalin

nie byłaś dziewczyną w której można się zakochać

 

tak - nie pytaj - zauważyłem co się wtedy stało

 

słońce rozwinęło szczypiącą pięciolinię

i po twojej twarzy spłynęła pierwsza etiuda

i serce tak zagrało...

...serce tak zagrało!...

 

...że drgnęła jedwabna sukienka

na piersi mniejszej od ćwierćnuty

 

jeszcze zanim jęknął mój tramwaj

poznałem cię

lecz już nigdy nie poznam

09:11, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2009
ranny dotyk

 

gładź mnie po twarzy

chcę słyszeć tylko szum twoich rąk

gładzących moją twarz

odepnij resztę świata

niech dryfuje

 

- nie! - jeszcze nie idź

jeszcze gładź mnie po twarzy

nie musisz mówić

mówią dłonie

nucą o zmartwychwstaniu

balsamują taką ciszą

umęczone pory

 

tak, jeszcze tu pobądź

i gładź mnie dłońmi po twarzy

tak do zawsze

- nie! - nie zakładaj butów

 




10:00, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 listopada 2009
podróże międzygwiezdne

 

zwiesiłem się jak wariat głową w dół

z krawędzi dziesięciopiętrowca

nieświadom ostatnich technik śmiałem przypuszczać

że złapię w usta rozpostarte na szerokość słońca

rozrzucone po obłokach rozwinięte jak słonecznik

w usta krzyczące słowa twarzami do wichru

słowa twarzami do fontann pyłków

wyrzucanych przez rozsierdzone świerszcze - - -

 

że złapię w usta strumień fal

odbitych od obliczy satelitów

 

że tak myślałem - wybacz mi wiedzo

jam przecież tylko milionem komórek

skręconych jak bicz na plecy włóczęgi

co o kuli i z kartką odbitą na ksero

przemierza wytrwale:

 

z Ziemi do Andromedy

z Andromedy do Ziemi

 

z Ziemi do Andromedy

z Andromedy do Ziemi

 





13:44, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 listopada 2009
cierpliwi w skwarze

 

opisz szynę skwierczącą na słońcu

szarą w rdzy lipca

i szelest świerszcza do tego

 

opisz zapach wypalonej trawy

padlinę kota sprzed tygodni

czekanie aż minie południe

 

aż na horyzoncie zatańczy roztrzęsiony

pociąg  towarowy

 

09:46, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 listopada 2009
wiersz czterosuw z Psem

zasadniczą częścią silnika jest Pies

w cylindrze

Pies nawalany po łbie tłokiem

nasz Pies

zwykle kundel bo to Pies

przecież zwykły co pamięta jak Pies

go lizał i Pies go kopał bo to Pies 
były stróża

i Pies bez przyszłości w zasadzie

 

tylko Pies

oblewany benzyną Pies

systematycznie spalany

jak Pies pierwszy kosmita ale bez skafandra bo to Pies

naolejony i Pies na wydechu taki Pies

wyrobnik jak byle który

Pies napędowy teraz Pies

bo to Pies

bo to Pies

bo to Pies




11:08, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2009
wyprawa

 

za siedmioma górami pofałdowanej kołdry

na horyzoncie wschodzi oko

na twoje obrażone ramię rzuciło promień

 

tarciem tkanki o powierzchnię tkaniny

wyruszył w podróż opuszek

by minąć:

 

górę

dolinę

górę

 

słońce wzeszło już całą twarzą, gdy dotarł do celu podróżnik

słońce było w zenicie, gdy wiatr zaszumiał: przepraszam



 

11:41, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 listopada 2009
o zdarzeniach nieopisanych czasem

 

leżeliśmy

i

zakotłowało mi się w głowie

bo kiedy mówiliśmy sobie o najważniejszych rzeczach

życia

 

– tam na górce spalonej słońcem?

– tak, tam.

– tam przy polu żyta?

– tak, właśnie tam.

– o rzeczach życia?

– tak, właśnie o tym.

 

więc kiedy o tym mówiliśmy

prawie straciłem wątek

i ty to wyczułaś

i też tam spojrzałaś

 

na dziwacznego owada

z wzorem ostrzegawczym na pancerzu

 

– tego, co uparł się wleźć na czubek wrzosu?

– tak, tego.

– co mu powiedziałeś, żeby sobie poszedł?

– tak, właśnie tego.

– co odpowiedział, że nigdzie nie idzie, bo zaszedł do końca?

– tak, tego samego.

 

więc wtedy właśnie zakotłowało mi się w głowie

przy tamtym polu żyta

przy rozmowie o rzeczach życia

i

wstrzymaliśmy oddechy

a potem oddaliśmy je sobie

 

 

 

 

 

11:00, podstawko , wiersz
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2



Autorem wszystkich prac,
w tym tekstów i obrazów,
zamieszczonych na blogu
„pisane odręcznie”
jest prowadzący tenże blog.
Kopiowanie i wykorzystywanie
tych tekstów i obrazów
albo ich fragmentów
tylko za zgodą autora.